Serwis Informacyjny Wypożyczalnia samochodów - aitcar.pl .

Znajdziesz tu informacje o samochodach, promocjach oraz o wszystkim co może okazać się pomocne dla naszych Klientów. Zapraszamy do czytania!
30 March , 2009

Quo vadis, Leo?

Kategoria Sport Opublikował simon

Czy takie pytanie możemy postawić zaledwie 24 godziny po wczorajszym meczu? Czy wnioski, jakie wysuwamy po ostatnim spotkaniu reprezentacji nie są przedwczesne?
Zdecydowanie nie. Leo Beenhakker, człowiek-legenda, od dłuższego czasu wydaje się być zagubiony w polskim futbolu. Sytuacja w polskiej reprezentacji zaczęła psuć się już od czasu Euro 2008. Polscy piłkarze wrócili z turnieju rozbici. Nie tworzyli już drużyny, lecz byli zlepkiem wątpliwych indywidualności.

Później dla Leo nastąpił kolejny ważny czas. Wybory nowego prezesa PZPN. Wiadome było od dawna, że przyjaciel i wielki zwolennik talentu Beenhakkera – Michał Listkiewicz – odejdzie. Zastąpił go Grzegorz Lato – człowiek, który niemal od zawsze krytykował pracę holenderskiego szkoleniowca. Zdawało się, że nad Holendrem zbierają się czarne chmury. Los jednak uśmiechnął się do niego, a wraz z uśmiechem losu, nadszedł też uśmiech Laty.

Od tej chwili wydawało się, że Beenhakker będzie miał komfort pracy i nic nie przeszkodzi mu w drodze po awans na MŚ w RPA. A jednak. Holender sam postanowił sobie przeszkodzić, niefortunnie romansując z Feyenoordem Rotterdam. Argumentował: – Będę w swoim czasie wolnym robił co tylko chcę.
I robi. Jest konsultantem sportowym w holenderskim klubie, jeździ na mecze ligi holenderskiej, ogląda potencjalnych piłkarzy, którzy mogliby wzmocnić drużynę Feyenoordu.
Czy takie pytanie możemy postawić zaledwie 24 godziny po wczorajszym meczu? Czy wnioski, jakie wysuwamy po ostatnim spotkaniu reprezentacji nie są przedwczesne?
Ale czy właśnie za to Holender inkasuje z PZPN co miesiąc 75 tys. euro? Nie. Leo nie zasługuje na te pieniądze. Holender od jakiegoś roku pogubił się w pracy z reprezentacją. Nie ma pomysłu na grę tej drużyny. A być może pomysłu mieć nie chce? To pytanie stawia sobie dziś cała piłkarska Polska. Zaledwie 24 godziny po najgorszym występie Polski odkąd pamiętam. Mniej upokarzające przegrane mieliśmy z Łotwą za kadencji Bońka, z Koreą za Engela, czy nawet już za kadencji Beenhakkera – z Finlandią w Bydgoszczy. Styl, a raczej jego brak, powinien zastanowić wszystkich sympatyków polskiego futbolu, a przede wszystkim samego Beenhakkera. A najważniejsze, żeby z każdej porażki umieć wyciągnąć wnioski. Dlatego pytam: dokąd zmierzasz, Leo?

Łukasz Szpyrka